Czas krytyczny / Kairos. Niemożliwe się zdarza

Inaczej

1.

Miało być zupełnie inaczej, a jest tak, jak jest. Inaczej.

Jeszcze siedem miesięcy temu planowaliśmy jubileuszową edycję Konfrontacji pod hasłem Światłocienie zła, drapieżną, mroczną, rozedrganą. Z najlepszymi polskimi realizacjami sezonu, z mocną reprezentacją spektakli zagranicznych, z ukłonem w stronę przeszłości festiwalu. Dziś, w chwili, gdy granice międzypaństwowe są de facto zamknięte dla transferu kultury i podróży teatralnych, gdy budżety festiwali zostały drastycznie okrojone, a widzowie nie mogą zapełniać w całości sal teatralnych, gdy wszyscy uczymy się na nowo i w miarę bezpiecznie funkcjonować w przestrzeni publicznej, istotniejszą sprawą od wyprawy w przeszłość staje się próba wyobrażenia sobie przyszłości. Teatru i jego odbiorcy. Kultury i jej twórcy. Społeczeństwa i sztuki, która o nim opowiada. Owszem, diagnoza stanu międzypandemicznego zawieszenia, w którym znaleźliśmy się wszyscy wbrew swej woli, może być atrakcyjna, ale chyba tylko doraźnie: za szybko traci swą aktualność, nastroje społeczne pulsują od czarnej rozpaczy i strachu o to, co będzie – do chwilowej euforii z powodu powrotu do pozorów normalnego życia i demonstracyjnego zapomnienia o tym, że zagrożenie wcale nie zmalało. Czujemy, że większość przedstawień przygotowanych przed lockdownem straciło swoją aktualność – były przecież przygotowywane w świecie, jaki znaliśmy, w którym w miarę dobrze się nam żyło i w którym przejmowaliśmy się zupełni innymi sprawami niż te, które zajmują nas teraz. Dlatego postanowiliśmy przenieść akcent. Skupić się na tym, co lokalne i je wspierać. Skonstruować program Konfrontacji w oparciu o nowe, własne produkcje zestawione z debatą o tym, co niemożliwe i co właśnie się zdarza.

2.

Dobry festiwal zawsze odpowiada na zmiany w rzeczywistości. Dobry festiwal ma odwagę przyjąć sytuację zmiany za punkt wyjścia do nowego rozdania, opowieści, sytuacji odbioru. Dlatego ta edycja lubelskich Konfrontacji Teatralnych otwiera drzwi do przyszłości.

Przenosimy akcent programowy na cykl niskobudżetowych produkcji reprezentujących teatr, który szuka nowej formy w dobie pandemii i w świecie odchodzącym od części wartości, w jakie dotąd wierzyliśmy.

Pod hasłem I co teraz? kryją się cztery premierowe postpandemiczne spektakle o nadziei. Zamiast wielkich i drogich wielkoobsadowych realizacji odpowiedzią na kryzys ekonomiczny, frekwencyjny i tożsamościowy polskiego teatru powinny być produkcje kameralne i niskobudżetowe. Przygotują je zaproszeni do Lublina twórcy: Anna Gryszkówna, Marcin Liber, Maciej Gorczyński, Jan Hussakowski. Wszyscy będą pracować nad swoimi przedstawieniami w takich samych warunkach i tak samo długo. Zamiast dwóch miesięcy prób analitycznych, kilka dni intensywnej i intuicyjnej pracy. Realizacje artystów zaproszonych do projektu będzie łączyć wspólne hasło NADZIEJA. Nie narzucamy twórcom tekstów, formy, przesłania. Interesuje nas ich osobista odpowiedź, asocjacja, idea. Chcielibyśmy jednak, żeby popracowali na literaturze, podjęli się adaptacji utworów – prozy, dramatu, poezji. I szukali recepty i odpowiedzi w tym, co już powstało. Porozmawiajmy o przyszłości z pomocą przeszłości. Poszukajmy tam sugestii na temat tego, co nas uratuje, jeśli mamy w ogóle ocaleć – jako bezkompromisowi artyści, czuli widzowie, świadomi obywatele. Ironicznie lub na serio. Czym w ogóle jest nadzieja? Jak teatr może dać jej sceniczny wyraz? Czy potrzebuje jej widz?

3.

Jak być może/zapewne/prawdopodobnie w przyszłości będzie funkcjonować taki odmieniony, popandemiczny teatr, spróbuje pokazać eksperymentalny, czterodniowy projekt Evy Rysovej Wyliczanka zainstalowany w przestrzeni galeryjnej. To serial teatralny, a może work in progress. Każdy dzień będzie jakby inną formą/maską tego samego spektaklu, nową konstelacją aktorską i tematyczną w ramach tej samej formuły. To hołd oddany tymczasowości teatru, niepowtarzalności doświadczenia jednego teatralnego wieczoru. Środa, czwartek, piątek…; trzy, dwa, jeden… Eva Rysová i jej ekipa nawiążą w nim do projektu Siedem kresek, który zrealizowali w ciągu siedmiu dni podczas tyskiego TopOFFFestivalu w kwietniu 2019 roku. Siedem kresek było spektaklem, który sam odmierzał czas, jaki pozostał postaciom do końca ich scenicznego życia. Spektakl zmieniał się i znikał, dążył do ciszy, pustki i bezruchu. Śmierci i braku bohaterów oraz pustki w przestrzeni, w miejscu, gdzie rozgrywał się teatr. Dziś Eva Rysova konfrontuje się z doświadczeniem poprzedniego projektu, rozpoczynając pracę nad Wyliczanką na zgliszczach umarłego, dopowiedzianego do końca przedstawienia. Wszystko zacznie się od początku, to co zniknęło – powróci, co umarło, w jakiś sposób ożyje. Więc jeśli nowy projekt jest lustrem dla poprzedniego – trzeba powiedzieć, że Wyliczanka to spektakl, który sam odlicza czas, jaki pozostał postaciom do pełnego rozpoczęcia ich scenicznego życia. Spektakl, który powstaje, dąży do pierwszego pełnego oddechu. Dlaczego nowo narodzone dziecko krzyczy? Bo coś rozrywa mu płuca. Czuje ból pierwszego oddechu.

W projekcie Evy Rysovej każdy z odcinków będzie miał swoją autonomię, będzie integralną całością. Owszem – można zobaczyć tylko jeden. Ten z początku, ten ze środka, ten ostatni. Ale najlepiej będzie wpaść kilka razy, żeby zobaczyć proces, uchwycić zasadę kiełkowania, przyjrzeć się, jak powstaje spektakl, jak się rodzi słowo, jak człowiek lub aktor rozrywa przestrzeń.

4.

W naszym przedpandemicznym myśleniu o festiwalu zaplanowaliśmy specjalny dzień zbierający w jednej przestrzeni trzy odsłony frapującej rosyjskiej trylogii, którą przygotował dyrektor artystyczny Konfrontacji Janusz Opryński. W odstępie ledwie kilku miesięcy jesienią 2019 roku przygotował spektakle oparte na prozie Grossmanna, Bułhakowa i Dostojewskiego. Jakby trzy akty wielkiej opowieści snującej się przez XIX i XX wiek. Trzy spojrzenia na zło i trzy odpowiedzi człowieka na straszne podejrzenie, że to on za nie odpowiada. Ta sama publiczność przechodziłaby ze spektaklu w spektakl, z jednej sali do drugiej, uwięziona w teatrze i wielkiej literaturze. Przedstawienia promieniowałyby na siebie, bohaterowie przeglądaliby się we własnych odbiciach znalezionych w innych utworach, inne role tych samych aktorów lepiłyby się w jedną. Dziś taka komasacja teatru w jednej strefie nie jest możliwa. Nie da się zamknąć widza w fikcji na całą dobę. Zostaliśmy przy projekcie trzech rosyjskich aktów rozmowy Opryńskiego z Rosją i ludzkim cierpieniem, ale pokażemy je w różnych miejscach i w odstępie czasowym. Wynika z nich nie tylko monograficzny przegląd ostatnich realizacji lubelskiego reżysera, ale i wątek podsumowujący 25 edycji Konfrontacji, na których spektakle Opryńskiego zawsze podpowiadały kierunek dyskusji. Tu podsumowują pewien etap jego drogi przez teatr. Janusz Opryński przygotowuje się właśnie do pracy nad Czarodziejską górą, pierwsze czytanie scenariusza tego widowiska potrzebuje punktu odbicia, kontekstu ostatnich spektakli. Biesy były w Lublinie na początku tego dziwnego roku, premiera Wszystko płynie odbyła się podczas poprzedniej edycji Konfrontacji, trzecią odsłoną trylogii rosyjskiej jest opolski Mistrz i Małgorzata z Teatru im. J. Kochanowskiego. I będzie to pokaz plenerowy na rozpoczęcie festiwalu. Przeniesiony z sali teatralnej pod otwarte niebo, ze zmienionym kontekstem odbioru, spektakl spróbuje inaczej zdefiniować wspólnotę widzów, stojących w tłumie, ale jakby oddzielnie, targaną obawami i radością, że znów jest się jakoś razem, choć dalej w ułomny sposób. Diabeł, który przybywa do Moskwy w powieści Bułhakowa, przychodzi po to, żeby bohaterów sprawdzić w ich człowieczeństwie, pokazać światu przesiąkniętemu złem, inne zło, jakby szlachetniejsze i tradycyjne, tak inne, że na tle codziennej niegodziwości zdaje się nieomal dobrem. Przedstawienie Opryńskiego jest o współczuciu i wybaczeniu, akcie łaski artysty wobec wykolejonego świata. I jest to jedna z niewielu realizacji minionego, urwanego sezonu, której wymowa nabiera nowego sensu w obecnej sytuacji. Diabelska wizyta w Lublinie coś definitywnie w nas kończy, żeby zacząć się mogło coś innego.

Inaczej.

5.

Na tegorocznych Konfrontacjach nie mogło także zabraknąć silnej reprezentacji twórców, którzy na co dzień żyją i pracują w Lublinie. Swoje premierowe spektakle zaprezentują Łukasz Witt-Michałowski oraz Paweł Passini. Te dwa nazwiska, mimo tego że przypisane jednej instytucji, ukazują dwie odrębne drogi twórcze. Witt-Michałowski pokaże nam swój ostatni spektakl zainspirowany postacią urodzonego w Polsce, meksykańskiego reżysera teatralnego Ludwika Margulesa. Jest to artystyczna próba zmierzenia się z nieznaną w Polsce meksykańską legendą teatru. Paweł Passini wraz z dramaturgiem Arturem Pałygą sięgają po Shakespeare’a i Wyspiańskiego. Oczywiście, jak to się dzieje w przypadku tego tandemu – dodają sporo od siebie. W sobie właściwy sposób snują rozważania na temat miejsca człowieka w świecie usytuowanym na styku natury i kultury. Gdzieś w tej przestrzeni odnajdują teatr – wieczne schronienie przed odwiecznymi problemami płynącymi z ludzkiej (i nieludzkiej) natury.

6.

Czas krytyczny jest także, a przynajmniej powinien być, czasem pogłębionej debaty. W tym celu zorganizowaliśmy kilkuetapowe wydarzenie, które będzie w całości dostępne on-line. W zaplanowanym przez nas „Forum” wybitni humaniści będą rozmawiać z wybitnymi liderami biznesu na temat wspólnego losu tych dwóch pozornie odległych światów. Zainspirowaliśmy się ideami profesora Jerzego Hausnera, który w pandemicznym „czasie krytycznym” paradoksalnie odnajduje szanse na zainicjowanie dialogu środowisk twórczych z władzami samorządu i ludźmi kreatywnymi, przedsiębiorcami.

Prof. Hausner zwrócił uwagę na wiele nowych zjawisk, które pojawiły się w okresie pandemii. Przywoływał niezwykłe pojęcie czasu – greckie słowo kairos. To słowo było bardzo ważne dla twórczości naszego, niestety nieżyjącego już przyjaciela, filozofa Cezarego Wodzińskiego – autora niezwykłego tomu esejów po tytułem „Kairos”. Wodziński zwracał uwagę, że słowo to jest rozrzutne w znaczenia: „odpowiedni moment”, „stosowna pora”, „czas krytyczny”, „rozstrzygająca chwila”. W tym „czasie krytycznym” chcemy – za profesorem Hausnerem – postawić ważne pytania. Wspólnie zastanowimy się, jak po czasie pandemii powinny wyglądać instytucje kultury. Czy przedstawiciele świata kultury i sztuki są w stanie zaoferować biznesowi swoją wyobraźnię i kapitał intelektualny? Czy stać nas na wyobraźnię krytyczną, na samokrytyczne spojrzenie? Myśli te uruchomiliśmy po to, aby próbować znaleźć ścieżkę do przyszłości. Jako lublinianie wierzymy w refleksję profesora, która mówi, iż główną siłą miasta jest potencjał twórczy jego mieszkańców.

7.

Wierzymy, że w tych ciężkich czasach dla sztuki, a szczególnie sztuki teatru, należy inaczej myśleć o rozmowie z widzem, komponowaniu repertuaru, szukaniu aktualnych tematów. A nawet o miejscach i sposobach prezentacji przedstawień. Zaryzykujmy.

 

Łukasz Drewniak
Wojciech Majcherek
Agnieszka Lubomira-Piotrowska