• Mężczyna patrzący w obiektyw.

[Czarno-białe zdjęcie, na pierwszym planie kwiaty cięte i częściowo wypalona świeca, zza nich w kadr patrzy siedzący mężczyzna, który trzyma w dłoni długopis]

Ostentacyjnie oldskulowy, zrealizowany kamerą 16 mm debiut Jenkina to wielkie odkrycie ostatniego Berlinale. Jego vintage’owy styl, na który składają się m.in. czarno-biała taśma, wyeksponowane w ręcznej obróbce ziarno i zarysowania, a także inspirowany szkołą radziecką ostry montaż, nie ma w sobie nic anachronicznego. Dowodzi, że tradycja może być inspirująca i żywa. Przynęta opowiada o gentryfikacji, kapitalizmie, turystycznym tsunami i klasowych konfliktach. Kornwalijska wieś, w której rozgrywa się akcja, przechodzi właśnie transformację z osady rybackiej w nadmorski kurort. Bracia Ward zmuszeni są sprzedać dom londyńczykom, którzy przerabiają go, dekorując ściany linami, sieciami i innymi akcesoriami symbolizującymi „tradycję” i „autentyczność”, czyli wszystko to, co turyści niszczą. Ekonomiczna, społeczna i kulturowa degradacja rybaków rodzi frustrację, która prowadzi do otwartej wojny z aroganckimi, bogatymi przyjezdnymi. Konflikt eskaluje, gdy młody Ward zaczyna flirtować z córką londyńczyków, panną Leigh. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Jenkin nieprzypadkowo dobrał swoim bohaterom nazwiska przywołujące historię kina. Nawet w takich detalach reżyser staje po stronie tradycji.