Kurier Festiwalowy – IV Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne

nr 1

Z Januszem Opryńskim, dyrektorem Teatru Provisorium, komisarzem tegorocznej edycji Konfrontacji Teatralnych rozmawia Andrzej Molik

Będzie interesująco

* Na początek pytanie trochę nietypowe jak na rozmowę mającą wprowadzić odbiorców w programKonfrontacji. Proszą powiedzieć, jakie samopoczucie ma człowiek, który kieruje festiwalem, na którym rok wcześniej spektaklem Ferdydurke zrealizowanym razem z Kompanią Teatr odniósł ogromny sukces i skutki tego sukcesu zbiera do dzisiaj, do rozpoczęcia następnego festiwalu?

– Pewno jest jakieś podejrzenie, że zrobił festiwal, na którym odniósł sukces… Dla nas był to wspaniały czad, coś niezwykłego, ale – przypomnę -odnieśliśmy sukces podczas edycji Konfrontacji autorstwa Leszka Mądzika i niejako uhonorowaliśmy jego program. Fakt jednak, że to wciąż „mój” festiwal, że już cztery lata temu, oprócz prowadzenia teatru narzuciłem sobie funkcję tego, który wykorzysta obecność tutaj moich wspaniałych przyjaciół, przede wszystkim Włodzimierza Staniewskiego i Leszka Mądzika. Stwierdziłem, że ich obecność w Lublinie, obecność ich teatrów pozwoli ożywić życie kulturalne miasta przez stworzenie festiwalu kierowanego przez nas wszystkich, to znaczy prowadzonego kolejno przez każdego z nas. To na konferencji prasowej poprzedzającej te Konfrontacje, Włodzimierz Staniewski opowiadał, że ta idea komisaryczności, która pewnie ma i krytyków i zwolenników, na całym świecie przyjmowana jest jako bardzo oryginalna, bo pozwala nam korzystać z własnych doświadczeń, pozwala komponowawać, układać program według swego gustu. Człowiek robiący teatr może zaprosić przyjaciół, których pracę teatralną ceni.

* Tu się jednak od razu nasuwa inne pytanie, które powraca w zakulisowych rozmowach. Dlaczego cykl rotacji komisarzy nie został dopełniony? Dlaczego po Panu, po Staniewskim i Mądziku nie przejęli tej funkcji kolejni dyrektorzy zasiadający w Radzie Programowej? Dlaczego cykl zamknął się na trzech osobach, bo przecież komisarzem w tym roku jest ponownie Pan?

– Myślę, że to są fakty, z którymi po prostu trudno dyskutować. To znaczy, że te trzy osoby to są osoby, które najbardziej żywo współpracują z każdą edycją festiwalu. My zresztą nie zakładaliśmy, że cała Rada Programowa będzie uczestniczyć w tym przemiennym cyklu.

* A jak podoba się Panu idea rzucona na wspomnianej konferencji przez Włodzimierza Staniewskiego – żeby komisarzem mógł być ktoś z zewnątrz, nawet ktoś taki jak Eimuntas Nekrosius, wybitny reżyser z Litwy?

– Mnie się bardzo podoba, tylko jest jeden problem, ile pieniędzy na takiego powiedzmy Nekrosiusa, na jego program wydamy? Żeby wynagrodzić go godziwie, musimy zwiększyć nasz budżet a uczynić to jest bardzo ciężko, chociaż ja wciąż mam nadzieję, jestem w tym nieporawnym optymistą. Chcemy tuż po Konfrontacjach zwołać takie jakby zgromadzenie, zaprosić ludzi, którym festiwal leży na sercu, a którzy posiadają pieniądze. Pragniemy ich popytać o kierunki rozwoju. Dotyczy to też lubelskich polityków. To był bardzo przyjemny akcent, gdy tegoroczny festiwal został zagrożony a oni nas ratowli. Gdyby nie ich zmasowany atak, no, może nie atak, ale interwencje, mielibyśmy potworne kłopoty. Nawet nie spodziewałem się, że przez cztery lata festiwal zyskał tylu przyjaciół. Nie jestem zobligowny do wymieniania ich nazwisk, ale są to ludzie, dla których samo uczestniczenie w tych czterech festiwalowych dniach stało się czymś ważnym. Może być lepsza czy gorsza edycja festiwalu, ale same te gorące dni, sam fakt, że się tu przychodzi i rozmawia, to jest najważniejsze i to dla osób z różnych kręgów. Cieszę się na przykład, że docierają do mnie młodzi ludzie z Liceum Staszica i proszą, żebym im pomógł w robieniu gazetki festiwalowej. To są może pana przyszli koledzy po piórze! A przyjaciołom festiwalu – nie wymienię ich nadal, ale oni wiedzą, którzy to są – pragnę w tym miejscu podziękowąć za to po prostu, że chcą. To niezwykle radosne, że ludzie piszący, ludzie od polityki, ludzie wpływowi, czasem nawet ci, którzy są sługami Pana Boga chcą nam pomagać. To wszystko świadczy także o imprezie.

* Wróćmy jeszcze do sukcesu Ferdydurke i tego, że spektakl jest wręcz rozchwytywany przez festiwale i zapraszające was teatry, bo zastanawiam się jak ten pęd, wędrowki z miajsca na miejsce i ciagła Pana nieobecność w Lublinie wpłynęły na pracę komisarza festiwalu. Czy miał Pan w tym wszystkim czas na skonstruowanie programu IV Konfrontacji? Czy jest Pan sam nim usatysfakcjonowany?

– Tu jest kilka pytań. To, że jeździłem ze spektaklem, to akurat dobrze, bo mogłem dużo oglądać i z tego co pokazywały teatry w Polsce, widziałem wszystko. Natomiast nie jestem usatysfakcjonowany, nie jestem zadowolony z programu, bo jak wiemy upadła idea występu Opery Pekińskiej. To naprawdę nie był blef, prowadzone były poważne rozmowy, są na to dokumenty… Jest to strata olbrzymia. Drugą ścianą, z którą nie możemy sobie dać rady jest brak przestrzeni teatralnej. Byli tu ludzie od Krystiana Lupy, bo myślałem o pokazaniu Powrotu Odysa, i powiedzieli, że nie ma mowy, nie zagrają w Teatrze Osterwy, za małe jest tzw. okno sceny. Przegraliśmy Grzegorza Jarzynę, z którym miałem bardzo dobry kontakt i planowałem pokazać jego Fredrę. Sprawa padła przez innego reżysera, który nie chciał puścić do Lublina aktorów, bo ma premierę w Rozmaitościach. Więc może program byłby bogatszy? Aczkolwiek i obecny program, przy tylu nieszczęściach, wydaje się ciekawy i równy. Myślę, że wszystkie teatry i ich spektakle będą niezwykle interesujące.

* A które najbardziej?

– Zależy co kto preferuje. Jeśli ktoś na przykład kieruje zainteresowania w stronę teatru ciała, to pójdzie już dziś na spektakl Japończyka Daisuke Yoshimoto. Jeśli ktoś ceni klasyczne aktorstwo, zobaczy – też dzisiaj – tak znanego i cenionego w Polsce Bohdana Stupkę w Pamiętniku wariata według Gogola. Bardzo czekam na SFUMATO z Bułgarii, mam o nich bardzo dobre opinie a smakowitym kąskiem jest już to, że sięgają po Solaris Lema. „Ulica” jest niezwykle ciekawa. Stella Polaris, która już tu była – to są świetni aktorzy, świetni kuglarze… Biuro Podróży przywozi bardzo piękny spektaklSelenonauci. Jest Andrzej Mathiasz. Wiem dużo o plastycznej stronie przedstawienia jego Teatru Projekt. Życzę mu żeby było porywajace, trzymam za to kciuki.

* Spektakle uliczne dopełnia jeszcze zadomowiona tu Akademia Ruchu…

– Zadomowiona i na dodatek Wojtek Krukowski obiecał mi akcję uliczną, która komentuje zupełnie świeżą naszą rzeczywistość, będzie to więc powrót do teatru działajacego w konwencji lat 70. A wracając do teatrów grajacych we wnętrzach… Jest Chorwacja czyli Teatr Daska, który kiedyś nie dojechał na Konfrontacje, bo miał wypadek, ale wcześniej występował w Lublinie. To uznana grupa teatralna, bodaj dwukrotnie spotykaliśmy się w Edynburgu, z powodzeniem grali tam w tym roku. Następnie Wierszalin, który przywozi monodram. Jestem ciekawy jak Piotr Tomaszuk poradził sobie z tą formą i z tak popularnym dziś tekstem Olgi Tokarczuk.

* I do tego wszystkiego jedna z gwiazd festiwalu, Teatr Studio?

– Tak. A jeszcze mam nadzieję, że przyjedzie na festiwal reżyser spektaklu, Oskaras Korsunovas i że będzie możliwość porozmawiania z nim. W ogóle ze spektaklem Bam i Oberiutami jest tu ciekawa sprawa, bo nie dosyć, że w programie Off jest jeszcze jedna Elżbieta Bam, to starsi widzowie pamiętają przedstawienie Andrzeja Rozhina w Teatrze Gong 2. O spektaklu tym bardzo dużo opowiadał mi mój promotor z polonistyki, Janusz Misiewicz, który bodajże pisał scenariusz do Elżbiety Bam Gongu. Zobaczymy, jak to wygląda po – nie pamiętam – chyba po ponad 30. latach… Wspomniałem o Offie, o którym nie będę mówił, bo wypowie się o nim Włodek Staniewski. Ale, co jest ciekawe, Off, który był przez nas traktowany trochę po macoszemu, w tym roku wraca szeroką falą i interesująca może być jego konfrontacja z głównym nurtem festiwalu. Nie mam nic przeciwko temu, żeby wzorem Edynburga Off przewracał główny nurt, by był bardzo mocy, bo dobrze by to świadczyło o młodych twórcach, bo taki jest sens Offu. Powinniśmy wnikliwie to obserwować i tu prośba do was, piszących o festiwalu, żebyście spróbowali się temu dokładnie przyjrzeć.

* Równocześnie do rangi wydarzenia urasta sesja towarzysząca festiwalowi…

– Przyjadą naprawdę znakomici ludzie, znakomite nazwiska. Zawsze przy festiwalu powinien być taki nurt gadany, miejsce sporów… Zawsze takim spotkaniom teatrów winna towarzyszyć refleksja, rozmowy. Mało tego, sam fakt obecności tych ludzi na festiwalu jest istotny. Oprócz wielu autorytetów, takich n.p. jak John Watson, pojawi się także Kazimierz Braun. Właśnie przez sesję nastąpi jego powrót do Lublina, cieszy się, jak pisał, że obejrzy Ferdydurke, a ja pamiętam, że przez całe liceum kształtowałem swoją wyobraźnię teatralną w Osterwy na teatrze Brauna.

* Oprócz całego ogromnego programu oficjalnego, oprócz Offu, jeszcze znalazła się mała dziurka w harmonogramie Konfrontacji pod tytułem: imprezy towarzyszyszące. Proszę powiedzieć coś o propozycjach Eli Bojanowskiej i Igora Jaszczuka.

– Ela Bojanowska z wielkim oddaniem, w sposób heroiczny, walcząc ze swoją słabością przygotowała projekt Atriumna wirydarzu Centrum Kultury. Myślę, że będzie to bardzo ciekawe a działo się będzie każdego dnia. Natomiast, jeśli chodzi o Igora Jaszczuka, to wiem, że to, co zaproponował w ubiegłym roku – Festiwalowe Varietes w Hadesie – niezwykle się podobało. Myślę, że to także świadczy jakoś o poziomie lubelskich bardów, że są oni coraz wyżej oceniani w swojej twórczości i my się w jakiś sposób chwalimy, że mamy oto i takich przyjaciół. Jeśli festiwal pomoże w jeszcze lepszym rozpropagowaniu Lubelskiej Federacji Bardów, będę się tylko cieszył, bo i takie zadanie, zadanie promocji Lublina powinien spełniać.

* Na koniec pytanie o przyszłość, bo przecież w sobotę festiwal się skończy. Czy myślicie już o następnej edycjiKonfrontacji?

– Mamy zamiar bardzo szybko, bo jeszcze w październiku odbyć zebranie Rady Programowej, by ustalić, kto podejmuje się ułożyć program V Konfrontacji i myślę, że równie szybko podamy to do publicznej wiadomości. Są już też konkretne plany, jako że przerzucimy na następny rok zespoły, ktore nam obiecywały przyjazd w roku bieżacym, na przykład grupa amerykańska, która nie dotarła, bo odwołano festiwal w Moskwie i jej nie opłacało się przyjeżdżać tylko tutaj.

* Dziękuję za rozmowę. Panu i nam wszystkim życzę jak najlepszych przeżyć podczas rozpoczynającej się dziś edycji festiwalu, edycji pod którą Pan się podpisał.