Aktualności
Podsumowanie Festiwalu
Lublin. Konfrontacje Teatralne zakończone – podsumowanie w lubelskiej „Gazecie Wyborczej”
Całonocny „Natten” z ciepłą kawą, eksperymentalny „Jeden gest” czy porywające publiczność „Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy”. Podczas tegorocznych Konfrontacji Teatralnych w Lublinie nie zabrakło ciekawych propozycji. 22. edycja festiwalu już za nami.
«Tegoroczna odsłona odbywała się pod hasłem „A co, jeśli…” i nawiązywała do różnych wizji otaczającego nas świata. Artyści, którzy pojawili się w tym roku na przeglądzie, w swoich ostatnich pracach pokazali alternatywne obrazy rzeczywistości. Mocnym punktem Konfrontacji był m.in. „Jeden gest” Wojtka Ziemilskiego, opowiadający o porozumiewaniu się świata słyszących ze światem głuchych. Organizatorzy podkreślają jednak, że wszystkie spektakle cieszyły się dużym zainteresowaniem publiczności. – Zdecydowana większość z nich wyprzedała się do ostatniego miejsca i to nawet w sytuacji, gdy były one prezentowane dwukrotnie. My z kolei staraliśmy się każdą wolną przestrzeń wypełnić widzami. Negocjowaliśmy z artystami, by nawet w tych niekoniecznie najwygodniejszych i najbardziej konwencjonalnych miejscach publiczność też mogła usiąść – tłumaczy Grzegorz Reske, który razem z Martą Keil pełnił rolę kuratora programowego Konfrontacji.
Ciekawie wypadł trwający niemal całą noc taneczny spektakl „Natten” Martena Spangberga, czy „Still Life” Agaty Maszkiewicz i Vincenta Tirmarche’a. To spektakl, który skupia się na relacji człowieka z codziennymi przedmiotami i naturą. – Autorzy zaufali nam, zapraszając Konfrontacje do koprodukcji swojego najnowszego spektaklu, my z kolei byliśmy przekonani, że będzie to kolejna świetna produkcja Agaty Maszkiewicz: jednej z najwybitniejszych polskich choreografek. Premiera poszła wspaniale i mamy nadzieję, że spektakl będzie dalej grany w Polsce i za granicą – mówi kurator.
W pamięci publiczności na pewno zostaną też „Żony stanu, dziwki rewolucji, a może i uczone białogłowy”. Spektakl pokazuje historię Theroigne de Mericourt, feministycznej działaczki rewolucji francuskiej, która walczyła o prawa kobiet. Jej postulaty okazały się zbyt radykalne dla liderów rewolucji, dlatego uznano ją za polityczną fanatyczkę z objawami szaleństwa. – Widzowie wybrali się w tę podróż razem z twórcami, czego dowodem był fakt, że pod koniec dołączyli do protestu i dali się wyprowadzić aktorom przed teatr – wspomina Reske. – Szczególnie cieszymy się z obecności ponad siedemdziesięciu młodych badaczy, krytyków i artystów z całej Europy, którzy towarzyszyli nam przez cały festiwal – dodaje Marta Keil.»