Konteksty
David RománBuntowniczka bez przerwy
„Theatre Journal” 54.3, 2002, s.vii-xix (fragment)
Tłumaczenie:Weronika Nowacka
Redakcja:Bartosz Wójcik
Co za szczęście, że Reno istnieje – i w ogóle, i na scenie! Reno, performerka tak osobliwa, że pisząc o niej trzeba się naprawdę wysilić, daje najbardziej ekscytujący show, jaki ostatnio widziałem. Jej performans „Rebel Without a Pause: Unrestrained Reflections on September 11th” (Buntowniczka bez przerwy. Niepohamowane refleksje na temat 11 września) został wyprodukowany przez La MaMa Theater Club bezpośrednio po zamachu. Przez całą jesień Reno wchodziła na scenę co wieczór, aby komentować codzienne wydarzenia, aż w końcu te jej improwizowane tyrady przybrały formę regularnego spektaklu, który na wiosnę przeniesiono w bardziej komercyjne miejsce. Reno jest przezabawna, a zarazem bezlitosna. Jej spektakl to jedyne widowisko, jakie widziałem, które ośmieliłoby się kwestionować narodową retorykę patriotyczną i postępującą utratę wolności obywatelskich w następstwie 11 września.
Być może tylko Reno, Latynoska z pochodzenia, wychowana w nieświadomości własnych korzeni w białej rodzinie adopcyjnej, jest w stanie zdobyć się na tak zjadliwą krytykę obecnej administracji Busha – taką krytykę, która nie byłaby przewidywalna i jazgotliwa. Reno mieszka kilka przecznic od Ground Zero, w „TriBeCastan”, jak sama nazywa swoją okolicę. Jej przedstawienie opowiada zarówno o tej dzielnicy i codziennym życiu, jak i o terroryzmie i jego skutkach. A mimo to pozbawione jest sentymentalizmu, może poza wiarą – ktoś mógłby jej to wytknąć – że to, co robi ma jakiś wpływ na to, co się wokół dzieje. Jest w niej coś z Arystofanesa zarówno w satyrycznym zacięciu, jak i w sprośnych żartach. Podejmuje ryzyko odrzucenia przez widownię, bo nie jest skora do poświęcenia własnej uczciwości dla oklasków.
To pewne, że duża część publiczności podziela jej poglądy polityczne i jest wdzięczna za stworzenie forum, gdzie mogą zostać wypowiedziane i usłyszane, ale Reno nie lubi uproszczeń, które czasem towarzyszą przedstawieniom odwołującym się do wspólnoty. Jeśli mają zawiązać się tu sojusze, trzeba sobie na nie ciężko zapracować. Na koniec spektaklu w Zipper Theatre and Bar Reno żegna się z widzami, podchodząc do każdego z osobna i dziękując za wzięcie w nim udziału. Uważnie słucha naszych przemyśleń na temat 11 września i tego, jak zmienił się świat tamtego dnia.
Co zrozumiałe, latynoskie pochodzenie jest dla Reno skomplikowaną kwestią. Dowiedziała się o nim niedawno. W filmie „Reno Finds Her Mom” (Reno znajduje swoją mamę) wyprodukowanym przez HBO w 1998 roku Reno wyrusza na poszukiwanie własnej tożsamości, próbując odnaleźć kobietę, która oddała ją do adopcji. Odnalezienie biologicznej matki nie kończy się jednak szczęśliwie. Tymczasem znalezienie swojej publiczności, choć nie rekompensuje tego, czego zrekompensować się nie da, wydaje się oferować inny rodzaj przynależności, który nie odwołuje się do więzów krwi, prawa i wspólnej historii kulturowej. Nie jest to z pewnością latynoski performans, jaki znamy. Bliższy jest raczej feministycznemu teatrowi Lily Tomlin, mentorki Reno, jej producentki i bliskiej przyjaciółki.