Konteksty
Włodzimierz StaniewskiKomisarz w latach 1997, 2002 oraz 2005
Ze wstępu do katalogu 2. Edycji “Konfrontacji Teatralnych”:
Notatka pierwsza: Lublin jest miastem magicznym, po chagallowsku wymyślonym i dlatego jest dobrym miejscem na teatr. Tę magiczność można objaśnić najprościej przez odesłanie do miejskiej ikonosfery z rozmalowaną pośrodku scenografią Starego Miasta i szkoda tylko, że jeszcze zakurzoną pyłem zaniedbania. Ale nie da się wytłumaczyć tak prosto przesłanek, przyczyn i sił, które sprawiają, że Lublin wraz z okolicą od lat dysponuje bardzo mocną drużyną teatralną. Być może decydują o tym właśnie siły magiczne, siły dobre dla teatru.
Notatka druga: kiedy już się tak stało, że po Januszu Opryńskim na mnie padło upoważnienie do wymyślania Konfrontacji Teatralnych – pomyślałem, że dobrze będzie skonfrontować lubelską formację teatralną z resztą świata. Nie dla konkurencji wszelako, lecz dla odpoznawania wartości, sensów i piękna w sobie – dla innych – przez innych – dla siebie. Za pierwszą pokusą pojawiła się następna: żeby w czasie i miejscach naładowanych festiwalową energią mogli spotkać się rozmaici mieszkańcy Domu Teatru, którzy mają przecież metryki wystawione w różnym czasie i różne mają życiorysy. Ale miejsce zamieszkania – TEATR – mają wspólne.
Notatka trzecia: lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte były czasem wypowiadania sobie wzajem wojen, jakże często wyłącznie dla rozgłosu, gwałtownych starć różnych teatralnych opcji, a tym samym – wzajemnego unicestwiania się. Lata następne były echem tamtych bojów. To z tamtych lat dziedziczymy jeszcze terminologię: teatr repertuarowy – teatr poszukujący, tzw. teatr alternatywny – tzw. main stream, teatr awangardowy – teatr akademicki… Mój Boże! Gospodarzymy przecież w tym samym polu wartości, wpatrujemy się w ten sam horyzont, a napój Dionizosa też zapewne z różnych szczepów winnej latorośli był przyrządzany. Niech zatem liczy się szlachetność szczepów przez nas rozkrzewianych, a nie ich odmiany.
Notatka czwarta: moja ambicją jest czynienie wysiłków w szukaniu i potwierdzaniu tego, co wspólne, wspólnie wartościowe w różnych nurtach teatru. Praca na rzecz nowego środowiska teatru jest dzisiaj wartością niezbywalną dla wszystkich, którzy się teatrem zajmują i „artykułem pierwszej potrzeby”. To jest ta materia prima – budulec i źródło – która może odnowić siłę teatralnej mowy.
Notatka piąta: uwikłany w obowiązki komisarza artystycznego festiwalu zostałem odciągnięty od swojej pracy. Bardzo dużo musiałem oddać z tego, co moje.. Mam nadzieję, że oddawałem posługując dla miasta i dla festiwalowej publiczności. Choć nie bez oporów i nie bez złowieszczeń o współsponsorującej nas władzy – stałem się osoba posługującą. Mam nadzieję, że posługiwanie poprawia jednak charakter. Również – władzy.
Notatka szósta: to będzie festiwal oddany teatrowi. Owszem, pokażemy też zjawiska jeszcze nieokrzepłe, ale i po to jest ten festiwal, by nieokrzepłych wspierać, jeżeli w ich teatralnych poczynaniach widać poświęcenie, etos pracy, stan skupienia zrymowany z talentem. Notatka siódma: wzruszony myślę o wszystkich moich Przyjaciołach, którzy – często wyrzekając się wygód i należnych Im uczciwych gratyfikacji – przywieźli nam do Lublina swoje teatry. I jeżeli Konfrontacje Teatralne 1997 będą udane, to Im niech dziękuje festiwalowa publiczność i niech obdarzy ICH przyjaźnią.
Ze wstępu do katalogu 7. edycji Festiwalu:
Gardzienice, 12.09.2002 godz. 4:00
(…) Cóż może być dziś ważniejszego w świecie apoteozującym zło i przez granie złem załatwiającym swoje własne sprawy; co może być ważniejszego niż przyjaźń, wzajemność, pozostawanie w odpowiedzi wobec drugiego człowieka.
Czy, jeżeli ponad naszymi głowami wywoływane są wojny, które jeszcze i jeszcze raz burzą porządek „starego świata” po to żeby na jego zgliszczach zbudować „brave new world”, czy nie powinniśmy my, ludzie wielkiej wyobraźni i małej siły sprawczej, czy nie powinniśmy przycupnąć, przyczaić się, schronić w jakimś „podateńskim lesie”, jak azylanci, by odczyniać tam święte przymierza przyjaźni, wzajemności, pobratymstwa i „naszych normalnych ludzkich spraw”? Czy taką oaza na wiarę w sztuce, na nadzieję w sztuce, na miłość w sztuce, w sztuce teatru nie mógłby być ten Festiwal ? Jeżeli nie, to niech sczezną festiwale!
Słowo o programie.
Przygotowując VIII Edycję Festiwalu zadawałem sobie pytanie: “Co wynika dla teatru z procesu przemian politycznych i społecznych, które kształtują dziś naszą tożsamość kulturalną? Jak wychodzenie ze strefywpływów rosyjskich i przeorientowywanie się na Amerykę wpływa na nasze “życie w sztuce”?
Rosja, do niedawna nasza “bliska kulturalna zagranica” teatrem swoim była żywo w Polsce obecna. Przynajmniej teatralną dysydenturą. Dziś relacje uległy zamrożeniu i jakbysmy się trochę boczyli na spadkobierców Stanisławskiego, Meyerholda, Wachtangowa, Tairowa. Jest to leczenie się z bolesnej nadopiekuńczości czy grzech zaniechania?
Teatr amerykański funcjonuje w naszej świadomości jako składnik rewolucji obyczajowej, kulturalnej i społecznej lat 60tych i 70tych.
Ellen Stewart i jej La Mama, Living Theatre, Richard Schechner i jego Performance Group i wiele innych zjawisk to dziś mity obrastające legendą. Ale o tym jakim jest dzisiejszy teatr amerykański wiemy niewiele, bo nie mamy okazji go oglądać,
Gdy zadałem sobie pytanie na temat tego skąd idziemyi dokąd zmierzamy mój dajmonion powiedział: “zaproponuj festiwal dwóch mocarstw”. Voila stróżu. Na miarę naszych sił. Z lekką domieszką gardzienickich ingrediencji.
Ze wstępu do katalogu 10. edycji Festiwalu:
Pisanie okolicznościowych not sprawia mi trudność.
Trzeba oglądać się wstecz, a to – jak wiemy z mitologii – grozi nieprzyjemnymi konsekwencjami. Festiwal ma 10 lat, a jednak moment, kiedy na Grodzkiej 5a zjawił się Janusz z propozycją włączenia się do jego inicjatywy, pamiętam, jakby się zdarzył wczoraj. Tak żywo stoją przed oczami chwile wyjątkowo ważne.
Aspekt integracyjny Festiwalu (mimo jego nazwy, którą proponowałbym zmienić). aspekt wielokulturowy, międzykontynentalny, wielorasowy i inne jego walory wprowadziły nas do Europy na długo przed 1 maja 2004 r.
Życzę Festiwalowi, żeby był nie tylko najważniejszą imprezą kulturalną Lublina, ale jedną z najważniejszych w Europie. Jest szansa. Niech miasto jej nie zmarnuje.
Włodzimierz Staniewski Dyrektor Festiwalu Lublin, 19.09.2005