„Widmo krąży po Europie”. Taki nagłówek umieścił kilka dni temu na swojej stronie internetowej włoski dziennik „Il Manifesto”, komentując w ten sposób wizyty Tsiprasa
i Varoufakisa w siedzibach europejskich rządów. Prawdziwy koszmar dla ordoliberalnych Niemców. Ściślej mówiąc – jak głosi okładka tygodnika „Der Spiegel” – to prawdziwy Geisterfahrer, kierowca-samobójca planujący zderzenie z europejskim autobusemSpróbujmy sobie wyobrazić, co mogłoby się stać w przypadku wygranej partii Podemos w Hiszpanii: cóż to byłoby za potężne widmo, prawdziwy potwór stworzony wskutek nadużycia potężnych mocy czwartej gospodarki Europy! Za kilka tygodni w Hiszpanii zaczną się wybory, a mantra europejskich rządów zabrzmi ze zdwojoną siłą, by przestraszyć obywateli Hiszpanii. Przygotujmy się. Z pełnym przekonaniem, że arogancja omenu takiej propagandy zostanie pokonana. A tymczasem, przygotujmy się: Co o Europie mówiłaby wygrana Podemos?

 

Świadomy przejściowego i politycznego przyśpieszenia, jakie wymogła wygrana Syrizy, dyskurs Podemos dotyczący Europy jest, z jednej strony, ukształtowany na podstawie szczerej solidarności i ogromny szacunek wobec wygranej demokratów w Grecji, a jednocześnie
opiera się na roztropnej ocenie sytuacji: linia Tsiprasa mogłaby zawieść
w tak krótkim czasie, jaki pozostał do wyborów w Hiszpanii. A jednak rozwaga to nie to samo, co niejasność. Jest jasne, że nie ma niczego niebezpieczniejszego niż niejednoznaczne stanowisko – nie tylko w odniesieniu do trwających pomiędzy Grecją i Europą negocjacji, ale przede wszystkim, gdy idzie o dotychczasową politykę europejskiej Trojki. Należy wyeliminować wszelką niejasność w tej kwestii – i rzeczywiście, oceniając na podstawie tego, co widzieliśmy
w ostatnich miesiącach, taka w istocie była dotychczasowa praktyka: są dwie Europy i należy wybrać dla siebie jedną z nich. Świadomi mieszkańcy wiedzą, że wygrana w Europie jest możliwa tylko w świetle frontu otwartego przez Syrizę, który teraz musi teraz rozprzestrzenić się w Europie. Polityka dotycząca zadłużenia, zagadnienia związane z suwerennością czy Sojuszem Północnoatlantyckim – to kwestie, które można rozważyć wyłącznie w samej Europie.

 

Oczekiwano – i zaczęliśmy sprawdzać, czy tak rzeczywiście będzie – że szczególna uwaga zostanie poświęcona propozycjom taktycznym oraz polityce gospodarczej i finansowej Syrizy. Bez względu na jakościowe oceny propozycji, zasygnalizowały one plan transnarodowej współpracy oraz rezygnacji z antyeuropejskiej demagogii „dawnych” lewicowców, demagogii, która i tak nigdy nie była mocną stroną partii Podemos. Stanowisko Syrizy zostało, rzecz jasna, sformułowane w zakresie obrony suwerenności narodowej („przeciw Trojce”, „przeciwko Merkel” itd.), jednak w praktyce zakłada ono dość oczywistą akceptację interwencji politycznej wewnątrz oraz przeciw Unii w jej obecnym kształcie. W tym kontekście, pierwszorzędną opcją jest obecnie obalenie unijnego status quo przez koalicję państw PIIGS oraz siły nowej lewicy. Jednocześnie wydaje się to jedyną możliwością, która podwyższyłaby szanse Podemos na wygraną w wyborach.

 

Spróbujmy bardziej się nad tym zastanowić. Dotychczas konfrontacja w Europe miała miejsce pomiędzy Europą neo-Bismarckową, neoliberalną i zasadniczo konserwatywną oraz Europą demokratyczną, konstytucyjną i z założenia wrażliwą na potrzeby pracowników, zubożałej klasy średniej oraz niepewnej lub bezrobotnej młodzieży, kobiet, imigrantów i uchodźców – grup dawno i niedawno wykluczonych. Ta druga to Europa wręcz alternatywna, gdyż począwszy od kryzysu w roku 2008, Europa Bismarckowa silnie się narzucała, pozostawiając innej Europie marginalną pozycję – protestów i niekiedy nawet krzyków rozpaczy. Niemniej jednak, gdy sytuacja zdawała się nie pozostawiać miejsca na żądania sprawiedliwości i bunt przeciw nędzy, wówczas w Grecji pojawiła się alternatywa. Obecnie główne zadanie polega na umocnieniu tej alternatywy oraz jej precyzyjnej organizacji w tych obszarach, w których narzuciła się reakcyjna inicjatywa – tam, gdzie poczyniono próby utopienia Herkulesa, ratującego ogół.

 

Pierwsze pytanie, pierwsza trudność to zadłużenie. Europa Trojki chce, by społeczności Europy spłaciły dług, a możliwość spłaty tego długu staje się probierzem demokracji i stopnia europejskości. Jednak wszyscy ci, którzy wysuwają się na demokratyczny front, myślą wręcz przeciwnie – że tego typu probierz jest uwłaczający, gdyż długi, które spłacają dziś obywatele zostały tak naprawdę zaciągnięte przez tych, którzy rządzili przez lata. Długi te były pożywką dla klasy rządzącej, nie tylko wskutek korupcji, unikania podatków i przywilejów fiskalnych, irracjonalne wydatki na zbrojenie i przemysł, które nie przynosiły żadnych korzyści pracownikom, ale wskutek podporządkowania jej logice pożyczki finansowej oraz narzucając niepewność zatrudnienia oraz tłumiąc niepewność dotyczącą wszystkich dziedzin życia. Każdy mężczyzna, każda kobieta, każdy pracownik musi przyznać, że jest winien długu, orzeczenia
o naruszeniu finansowych praw, których nie naruszył. Nadszedł czas, by powiedzieć głośno, że nie zawinili obywatele, lecz władza; zawinili ludzie od neoliberalnych projektów, politycy „środka” i „wielkich koalicji” – coraz bardziej ekstremalnych i pogłębiających wykluczenie –
to oni zaciągnęli dług, który zasilił ich portfele, a teraz niesłusznie żądają zwrotu. Wbrew niewolniczym warunkom dla ludności (nie tylko dla obywateli z Europy Południowej, ale także dla tych z Europy Środkowej i wszystkich krajów Europy Wschodniej) nowa lewica, poprzez Syrizę, prosi o ratunek – europejską konferencję dotyczącą zadłużenia, to jest konstytutywne miejsce dla nowego systemu solidarności, dla ustanowienia nowych kryteriów pomiarowych i współpracy fiskalnej oraz polityki pracy. Podemos może zapewnić takiemu projektowi ogromne wsparcie.

 

Wszyscy wiemy, że pod tymi tematami kryje się projekt głębokiej przemiany stosunków społecznych. Kolejny projekt dotyczący Europy i wdrażany w Europie w zakresie wolności, równości i solidarności – projekt, który można nazwać antyfaszystowskim, bo powtarza on pasję i siłę walki ruchu oporu. Porozumienie pomiędzy Podemos i Syrizą oraz bodziec, by wejść do tego porozumienia skierowany do całej nowej europejskiej lewicy może stworzyć model – model demokratycznej Unii, opartej na solidarności poza rynkiem i w opozycji do rynku. Wychodząc z tego założenia, jedyny dopuszczalny rodzaj polityki fiskalnej, to ograniczenia lub umorzenie długów, które zostały dotychczas skonsolidowane oraz ustanowienie i standaryzacja na przyszłość progresywnych kryteriów fiskalnych w całej strefie euro. Główne domeny państwa opiekuńczego – edukacja, opieka medyczna, systemy emerytalne i polityka mieszkaniowa, lecz także polityka wewnętrzna oraz praca opiekuńcza – można rozwinąć w jednakowym stopniu na poziomie europejskim, w połączeniu z ogromną innowacją, jaką byłaby przyzwoita płaca minimalna – powszechna i ujednolicona. To otwiera bitwę składową w tych miejscach, gdzie można zauważyć nowe prawa solidarności, gdzie przymiotnik wspólny staje się kluczowym elementem organizacji socjoekonomicznej.

 

Niemniej jednak, aby odnieść zwycięstwo w tych kwestiach, należy wskazać pole bitwy. Może to być jedynie całość przestrzeni europejskiej. To natomiast sprowadza nas do głównego tematu, który stał się źródłem wielu nieporozumień: cesji suwerenności. W przeszłości mieliśmy już do czynienia z przeniesieniem suwerenności, a tej zawsze dokonywano na rzecz neo-Bismarckowych sił kapitalizmu finansowego. Ruchy nacjonalistyczne, które uciekając się do demagogii, atakują tego rodzaju cesje suwerenności, pojawiają się i rozwijają w Europie
w zastraszającym tempie. A jednak zadziwiające jest to, że te pozycje są niekiedy złożone
z członków Syrizy, Podemos i innych sił rodzącej się „nowej Europy”. Musimy mieć jasność co do jednego: każdy z krajów, które przystąpiły do Unii, a zwłaszcza te, które przystąpiły do strefy euro, nie są już w pełni suwerenne. A to dobrze, ponieważ wszystkie tragedie współczesności wydarzyły się właśnie w związku z suwerennością narodową. Jeżeli chcemy nadal mówić o suwerenności we współczesnym ???(i klasycznym) – czyli o władzy „ostatniej instancji”, musimy sobie uświadomić, że jest coraz częściej jest ona utożsamiana z Frankfurtem, z wieżą EBC. Nasza sytuacja charakteryzuje się rządami niebezpiecznej dwuznaczności. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że potrzebujemy Frankfurtu, europejskiej waluty, o ile nie chcemy paść ofiarą sił globalnej gospodarki finansowej, polityki Stanów Zjednoczonych lub innych kontynentalnych gigantów, którzy utwierdzają swoje stanowiska w opozycji do Europy. Jednak musimy także odzyskać Frankfurt dla demokracji; narzucić Frankfurtowi sposób rozumowania obywateli – a Frankfurt powinien zostać wzięty szturmem przez Europę: najpierw przez poszczególne ruchy, a następnie, stopniowo, przez większość europejskich demokracji i przez Parlament Europejski przeobrażony w zgromadzenie konstytucyjne. Globalizacja sprawiła, że polityka monetarna została zamknięta w strefach kontynentalnych, a Europa stała się właśnie jedną z takich stref. Nie ma bitwy, która byłaby bardziej istotna politycznie, niż ta prowadząca do demokratycznej kontroli waluty europejskiej. To właśnie jest szturm na Bastylię naszych czasów.

 

Co więcej, jest jasne, że już samo podjęcie tematu kontroli monetarnych
i politycznych sterów Europy oraz dążenie do rozwiązania dawnych jedynowładczych suwerenności może wywołać temat federalizmu, co jest kolejnym istotnym krokiem w kierunku nowej Europy. Federalizmu – nie tylko dążącego do tego, by europejskie narody przekonstruowały swoją strukturę w procesie konstytutywnego dialogu, lecz także – przede wszystkim – będącego środkiem wyrazu dla wszystkich narodów, wszystkich społeczności i języków, które pragną poczucia kulturowej i politycznej autonomii wewnątrz centralnych ram, a w tym przypadku: wewnątrz ram federalnych. Chcą tego nie tylko kraje PIIGS, lecz także Szkocja, Katalonia, Kraj Basków i wszystkie inne regiony, które domagają się autonomii
oraz rzeczywistej możliwości decydowania w kwestiach społecznych i politycznych. Federalizm stanie się kluczem do budowania Europy. Kwestię suwerenności można podnieść
i przedyskutować jedynie na pluralistycznych zasadach, poddając się dynamice, która
głosi federalizm jako plan na kolejne lata. Po raz kolejny widzimy tutaj, że jedynie lewica – nowa lewica, która odchodzi od demokratycznego radykalizmu wschodzących ruchów walczących i zaczyna organizować się wzdłuż linii emancypacyjnych (takich jak Syriza i Podemos) – może sprawić, że Unia Europejska przestanie być narzędziem władzy i stanie się demokratycznym celem. Lewicowo-europejsko-demokratyczny radykalizm: ten instrument staje się coraz istotniejszy w celu zdefiniowania linii obrony interesów klasy robotniczej, a także w celu uchronienia społeczności przed ubóstwem. Istnieje długa i niechlubna tradycja lewicowych piewców suwerenności, którą należy zakończyć. Podobnie musimy też przezwyciężyć populistyczne doświadczenia, które nadużywają nastrojów patriotycznych, by przemienić je w faszystowskie (nacjonalistyczne, samodefiniujące, izolacyjne) zrywy. Demokratyczną Europę może stworzyć jedynie europeistyczna lewica, głęboko przemieniona przez demokratyczny radykalizm ruchów pojawiających się jako remedium na trudności gospodarcze.

 

W tym miejscu pojawia się kolejny problem, który można określić mianem „kwestii atlantyckiej”. To jest zagadnienie, którego często unikano lub wykluczano z debaty, jak gdyby oczywiste było, że proces europejskiej unifikacji koniecznie musi przebiegać pod czujnym okiem Stanów Zjednoczonych. Europę wypromowano wśród antyfaszystowskiego ruchu oporu, by przezwyciężyć wojny, które do połowy stulecia niszczyły i rujnowały Europę, a także upadlały europejskie społeczeństwa. Wobec takiego stanu rzeczy, pierwszy element europejskiego dyskursu ukształtował się w okresie powojennym oraz w czasie transformacji ustrojowej w Hiszpanii, w oparciu o wiedzę, że pokój stwarzał przestrzeń dla demokracji, a wojna zawsze oznaczała faszyzm i militaryzm. Upadek muru berlińskiego pozbawił jedność europejską jej istotnej cechy – sprawił, że przestała być ostatnim bastionem stawiającym opór sowieckiemu światu i jego ekspansji. W ten sposób cel istnienia Unii uległ modyfikacji i punkt ciężkości przesunął się na założenia cywilizacyjne, wykształcenie własnej struktury sądowniczej oraz autonomii na arenie międzynarodowej.

 

Obecnie wojny toczą się w bezpośrednim sąsiedztwie Europy. Cienka linia dzieli od wojny, faszyzmu i dyktatury kraje śródziemnomorskie, które – poprzez ruchy migracyjne i krytyczne relacje w zakresie polityki energetycznej oraz wymiany handlowej – są głęboko zjednoczone nie tylko z Południem, ale także z całą Europą. Jest to linia, która rozciąga się aż po Bliski Wschód i sprawia, że Europa jest narażona na działanie uzbrojonych ruchów, które mają znaczenie i przywództwo na skalę międzynarodową. Co więcej, na wschodniej granicy Europy rozgrywa się bezsensowna wojna pomiędzy społecznością porozumiewającą się w języku rosyjskim, a odpowiedzialność za nie powinna wywołać pytanie o globalną kontrolę, co jest zaprzeczeniem interesów społeczności europejskich. Z tej perspektywy, suwerenność Europy – już nie wymyślona suwerenność poszczególnych krajów, lecz prawdziwa suwerenność kształtującej się Unii została przeniesiona na NATO i jest przez nie uzurpowana. To jest realna cesja suwerenności dokonana przez europejskie społeczeństwa! Gdy Tsipras, w symboliczny sposób, podkreśla konieczność zmierzenia się z tą kwestią, tym samym dotyka on fundamentalnego spoiwa struktur europejskich. Tsipras sygnalizuje temat, który powinniśmy podjąć, nie łudząc się jednak, że uda się znaleźć natychmiastowe rozwiązanie. Nie możemy udawać, że ta kwestia nie istnieje ani że nie ma kluczowego znaczenia. Tu chodzi o Unię
w stanie wojny albo pokoju, w stanie pokoju nie tylko wewnątrz Europy, lecz także na jej granicach. Co więcej, natychmiast staje się jasne, że „kwestia atlantycka” jest zagadnieniem, które nie odnosi się jedynie do pokoju i wojny: jest to kwestia pokoju i wojny sięgających systemu kontroli i/lub dowództwa nad wytwórczymi i finansowymi strukturami samej Europy.

 

Aby uniknąć hipokryzji, jasno przedstawić swoje stanowisko oraz aby proces budowania politycznej siły europejskiej lewicy nabrał rozpędu, zadamy kilka pytań, które nie mogą pozostać bez odpowiedzi. Co Podemos mówi o imigracji, o uchodźcach? Ale także – powtarzając się i precyzując pytanie – co mówi o NATO, o konfliktach regionalnych na limesie Unii? Jeżeli te tematy zostałyby uznane za „niewypały” w wyborczej rzeczywistości, czy to oznacza, że należy koniecznie ich unikać i/lub uciekać się do zabiegów retorycznych, by jakoś sprytnie je obejść? Nie, na pewno nie. W tym kontekście trudno jest zgodzić się na hasło: „Najpierw przejmijmy władzę, a później przedyskutujemy nasz program”. Tematy dotyczące wojny i pokoju nie są kwestiami pobocznymi. Zajęcie stanowiska w tych kwestiach oznacza wyjaśnienie zasadniczej polityki grupy przewodzącej Podemos nie tylko w odniesieniu do pokoju i wojny, lecz także w kwestiach odnoszących się do reform i do projektu konstytucyjnego, który będzie miał wpływ na kształt całej Europy. Odwaga i powaga, z którą Tsipras przedstawił kontekst tematów istotnych dla budowania Europy poza Trojką, mogą pozwolić nam na sprecyzowanie stanowiska „poza NATO”. Ruchy i rządy nowej lewicy wiedzą, że te tematy należy uczynić kluczowymi. Bez niejednoznaczności i ze świadomością, że globalny kryzys może w tym momencie przyczynić się do rozwiązania tych kwestii. Prawdę mówiąc, społeczności na świecie domagają się obecnie właśnie demokratycznej Europy w nowej globalnej rzeczywistości, ponieważ Europa jest postrzegana jako rzeczywistość, która, w dłuższej perspektywie, jest w stanie odnowić demokratyczną tradycję. Może tego dokonać dzięki światłu zapalonemu przez Syrizę i Podemos, czyli nadziei na reformy i wyjście poza kapitalizm.

Europejskie ruchy chcą, by włączyć je w kontynentalną inicjatywę polityczną, którą oś Podemos–Syriza może stworzyć – już tworzy w przestrzeni europejskiej. Tego typu inicjatywa jest szczególnie atrakcyjna dla członków nowej lewicy i zwolenników nowego demokratycznego radykalizmu kształtującego się na południu Unii. Rytm i nasilenie, z jakim ten proces będzie przebiegał, zależeć będzie od obecnego rodzaju rządów Syrizy i wyborczego sukcesu Podemos. Możemy (podemos) stworzyć konstytutywny wyłom w europejskiej przestrzeni.