Dwie kobiety i mężczyzna siedzą na kanapie w pokoju. Przed nimi stolik zastawiony przedmiotami, w tle stare radia, gitary, wiolonczela, zbiory płyt winylowych.

Oglądając film Jima Jarmuscha Tylko kochankowie przeżyją widz ma wrażenie, że gdyby wampiry istniały, doceniłyby interpretacje Toma Hiddlestona i Tildy Swinton bardziej, niż sagę Zmierzch. W obrazie Jarmuscha – części jego nastrojowego kanonu o ludziach nie pasujących do ogółu – wampiry, Adam i Ewa, są wyrafinowanymi krwiopijcami, którzy leżą w jedwabnych kimonach, kolekcjonują rzadkie gitary elektryczne, jeżdżą zabytkowymi samochodami i sączą pożywienie z kielichów na długich nóżkach. Jeszcze bardziej satysfakcjonujący dla widzów jest fakt, że ci kochankowie na odległość są kulturalni – nie tylko dlatego, że są inteligentni i obeznani, ale dlatego, że byli świadkami stuleci historycznych wydarzeń i wchodzili w interakcje z wybitnymi postaciami.

Artykuł autorstwa Jullie Miller ukazał się na portalu Vanity Fair Hollywood. Link do oryginału

Rozmawiałam na temat filmu z Jarmuschem przez telefon. Wśród omawianych tematów znalazło się jego podejście do mitologii wampirów, teorie spiskowe Szekspira i dlaczego Tilda Swinton jest tak cholernie fajna.

VF Hollywood: Chciałeś nakręcić film o wampirach?

Jim Jarmusch: Chciałem zrobić historię miłosną, którą od dłuższego czasu miałem w zanadrzu. Chciałem zrobić coś z wampirami i z Tildą. A potem zdałem sobie sprawę, że chciałem stworzyć historię miłosną, ale żeby byli wampirami. Całość wyłaniała się ze mnie etapami.

Jest coś nadprzyrodzonego w Tildzie, z którą pracowałeś już trzykrotnie, co czyni ją idealną wampirzycą. Dlaczego wciąż wracacie do współpracy?

Jest po prostu niesamowita do oglądania. Jest tak uderzająca fizycznie i taka piękna. Jej zainteresowania są tak rozległe. Jej wiedza o wielu rzeczachjest głęboka, jej zdziwienie światem i własną świadomością. Jest niezwykłą istotą i, jak już mówiłem, szkoda, że nie mamy systemu matriarchalnego, a Tilda była naszą przywódczynią. Zrobiłbym wszystko, co powiedziała. W naszej pracy nad jej postacią ustaliliśmy, że była druidką, która stała się wampirem 2500 lat temu. A w kulcie druidów, który przedstawiła, były tylko kobiety przywódcy. To jest historia jej pochodzenia. Wydawało się to odpowiednie dla Tildy.

Fajnie było zobaczyć, w jaki sposób unowocześniłeś i wyśmiewałeś mitologię wampirów – w jednej scenie Tilda i Tom jedzą lody na patyku zrobione z krwi.

Sprawa z wampirami była zabawna; nasi bohaterowie, będąc współczesnymi wampirami, muszą się martwić o jakość krwi, którą piją. Sumiennie podchodzą do tego, w jaki sposób ją zdobywają i jak się ubierają, aby to osiągnąć. Czym się interesują? Przyjemnie było zastanawiać się nad tym, które z elementów mitologii wampirów włączamy do filmu, a które odrzucamy.

A jakie tworzymy. W twoim filmie wampiry noszą skórzane rękawiczki, kiedy wychodzą z domu.

To był nasz pomysł. Chcieliśmy mieć jeden arbitralny wkład w wiedzę o wampirach. Tilda ma zdolność wyczuwania rzeczy dotykiem, ale [zdecydowaliśmy się na rękawiczki] bardziej ze wzglęgu na to, że wyglądało fajnie. Pomyśleliśmy, że chronią swoje ręce, gdy nie przebywają we własnym domu.

Pracowałeś nad tym filmem przez siedem lat. W tym czasie gatunek filmów o wampirach stał się obsesją i trafił do głównego kinowego nurtu dzięki obrazom takim jak saga Zmierzch, seriali True Blood czy The Vampire Diaries. Nie jesteś filmowcem, który tworzy filmy dla głównego nurtu. Czy nagła popularność wampirów zniechęciła Cię lub przygnębiła podczas kręcenia Tylko kochankowie przeżyją?

Nie miała na mnie absolutnie żadnego wpływu. Nie oglądam tych filmów. Nie widziałem serialu telewizyjnego. Tak naprawdę nie byłem nimi zainteresowany. Może były dobre, nie wiem. Ale nie przemawiały do mnie, ponieważ wydają się podążać za bardziej konwencjonalnym podejściem do gatunku. Nigdy też nie czytałem Anne Rice, ale mam dość rozległą wiedzę na temat opowieści o wampirach. Trendy tak naprawdę nie przeszkadzają mi, ponieważ cokolwiek robię, nie będzie takie, jak robią inni ludzie, nawet gdybym tego chciał. Sprawa z wampirami jest klasyczna – trwa od początku kina. Był film z Thedą Bara w 1915 roku [Był tam głupek], był Nosferatu w 1922 roku.

W filmie pojawiają się subtelne, powtarzające się odniesienia do Los Angeles, ponieważ twoi bohaterowie, Adam i Ewa, uważają, że miasto jest pełne zombie. Czy to jest odzwierciedlenie twojej własnej opinii o Los Angeles?

Adam ma awersję do Los Angeles, a ja używałem go tylko jako swego rodzaju kulturowego [projektu]. To nie jest moja opinia. W L.A. jest wiele wspaniałych rzeczy i ludzi, których kocham. Jest to też centrum rozpowszechniania wielu aspektów złej kultury amerykańskiej.

Ponieważ twoje postacie żyją od wielu stuleci, są w stanie odwoływać się do wydarzeń historycznych, które przeżyli, oraz ludzi, z którymi nawiązywali kontakty przez lata. Jedną z twoich drugoplanowych postaci jest Christopher Marlowe, który w filmie twierdzi, że napisał wspaniałe sztuki Szekspira. Czy był to historyczny spisek, który chciałeś zbadać?

Cóż, to obsesja, którą mam od bardzo długiego czasu. Jestem zagorzałym, jak to nazywają, antystratfordczykiem. Nie wierzę, że Szekspir cokolwiek napisał. Nie żeby to naprawdę miało znaczenie. I z pewnością było wielu antystratfordczyków, którzy byli bardzo głośni, w tym Mark Twain, Orson Welles i Sigmund Freud, Ralph Waldo Emerson i William James. To rodzaj bardzo fascynującego spisku, który był uprawiany tak długo, że ludzie po prostu akceptują tę fałszywą historię Williama Szekspira. Uważam, że śmierć Christophera Marlowa jest bardzo podejrzana. Nie wierzę w relacje o jego śmierci.

Czy napisał Szekspira? W naszej historii stał się wampirem znacznie później w swoim życiu. Nie wiem. Myślę, że mógł napisać trochę Szekspira. Myślę, że bardzo prawdopodobne, że inni też mogli coś pisać. Szczególnie Edward de Vere, 17. hrabia Oksfordu, który najprawdopodobniej napisał to, co przypisaliśmy Szekspirowi. Ale to nie był William Szekspir – jestem przekonany po wielu latach badań. Wszystko, co można rzeczowo udowodnić o tym mężczyźnie, zmieści się na trzech lub czterech stronach. Nic więcej nie można udowodnić. Każdy, kto napisał coś, co ma więcej niż trzy strony, przepraszam, ale wszystko zmyśla.

Od kiedy masz obsesję na tym punkcie?

Może jakieś 20 lat, od kiedy czytałem Marka Twaina. Napisał jedną książkę kwestionującą prawdziwość Szekspira. A potem zacząłem czytać o tym, co wiemy o Szekspirze. I fakt, że nie mamy ani jednej strony jego pisania. Mamy strony Marlowe’a i Thomasa Kyda oraz jego współczesnych, którzy pisali znacznie mniej. Gdzie to zniknęło? Dlaczego mamy cztery podpisy Williama Szekspira na dokumentach prawnych napisane na trzy różne sposoby? Wpadam w dygresję…

Przekazałeś obsadzie składankę muzyczną, aby zainspirować atmosferę filmu. Co było na tej składance?

Nie pamiętam wszystkiego. Była piosenka Denise Lasalle „Trapped by a Thing Called Love”, do której tańczą. Jestem pewien, że była też piosenka Wandy Jackson „Funnel of Love”, chociaż nie jest oryginalną wersją, ponieważ zrobiliśmy remiks i spowolniliśmy go. Z pewnością znalazł się na niej utwór rockabilly Charlie Feathers [„Can’t Hardly Stand It”]. Prawdopodobnie jakiś rodzaj awangardowej muzyki, czy to  muzyki naszego własnego zespołu SQÜRL, czy Sun lub Earth, albo jednego z tych zespołów. Nie mam tego przed sobą, więc nie pamiętam całej playlisty. A na pewno Yasmine Hamdan, która pojawia się w filmie.

Wiele twoich filmów reprezentuje punkt widzenia outsidera. Czy na tym etapie swojej kariery czujesz się odpowiedzialny za reprezentowanie tych outsiderów w swoich filmach?

Czuję się, jakbym był informowany przez mainstream, ale częściej przez rzeczy znajdujące na marginesie mainstreamu. Więc znajduję tam piękne rzeczy, staram się w jakiś sposób pozostać im wiernym. Nie jestem tak świadomy tych rzeczy. Po prostu odpowiadam na kwestie, które mnie poruszają. Jest tyle rzeczy, których nigdy w życiu nie odkryję, a które wiem, że są niesamowite. Jest tak mało czasu, aby dowiedzieć się o tych wszystkich niesamowitych rzeczach. Po prostu staram się reagować na rzeczy, które naprawdę mnie poruszają i w jakiś sposób włączać je w siebie.